środa, 2 stycznia 2019

The end.



Witajcie w Nowym Roku Łasuchy 

Życzę Wam aby 2019 przyćmił szczęściem, sukcesami i radością rok poprzedni. Chciałam również podziękować Wam za obecność tutaj, za wszystkie komentarze, za uwagi i krytykę. 
Dla mnie rok 2018 skończył się chaosem, burzą i bałaganem w życiu. Dlatego też podjęłam decyzję, że będzie to już ostatni post tutaj. Czeka mnie mała życiowa rewolucja i wiele trudnych decyzji w związku z czym nie będę miała możliwości prowadzenia bloga, zarówno technicznie jak i mentalnie. Szczerze, to zupełnie nie mam do tego głowy i pasji chyba też już nie... 
Może kiedyś wrócę, z nową stroną, z nowymi pomysłami... Ale nie wrócę do tego bloga. Nie likwiduję adresu więc to co do tej pory zostało napisane i ugotowane będzie nadal dostępne. Znikam tylko ja. Poukładać swoje życie i bałagan w głowie.
Trzymajcie się ciepło, gotujcie, eksperymentujcie, bawcie się smakiem. Ściskam Was mocno i jeszcze raz dziękuję, że ze mną byliście. Love  
NaTkA 

wtorek, 27 listopada 2018

Mule w białym winie i śmietanie

    Lubicie owoce morza? Ja nie przepadam za kalmarami, ale takie mule w białym winie np. mogłabym jeść codziennie :) A jak jeszcze przygotowanie zajmuje mniej niż pół godziny, to jest to idealna opcja na szybki posiłek. Smacznego dnia! :)





Składniki:
  • 1 kg oczyszczonych muli
  • 3 szalotki
  • 125 ml białego wytrawnego wina
  • 100 ml słodkiej śmietanki 18%
  • 2 ząbki czosnku
  • 2 łyżki natki pietruszki
  • 3 łyżki masła
do podania: cząstki cytryny, bagietka natarta czosnkiem lub posmarowana masłem czosnkowym

Przygotowanie:
  1. Mule dokładnie umyj. Jeśli któraś muszla będzie otwarta, delikatnie uderz nią w blat lub zlew. Jak się zamknie to jest dobra a jak nie, to należy ją wyrzucić.
  2. Szalotki i natkę drobno posiekaj a czosnek pokrój w plasterki.
  3. W garnku rozgrzej masło i wrzuć szalotki oraz czosnek. Smaż na średnim gazie aż szalotki zmiękną. Dodaj mule, wymieszaj, wlej wino, śmietanę i gotuj pod przykryciem 5-6 minut, dopraw solą i pieprzem oraz posyp natką. Wymieszaj i podawaj :)
Ps. Jeśli po ugotowaniu któraś muszla się nie otworzyła to ją wyrzuć bo jest zepsuta!


czwartek, 22 listopada 2018

Klopsiki z pieczarek i fasoli w sosie z mleka migdałowego

     Kolejna bezmięsna propozycja. Muszę się przyznać, że jakiś czas temu bardzo ograniczyłam spożywanie mięsa i zdecydowanie lepiej się bez niego czuję. Czy będą się tu jeszcze pojawiać mięsne przepisy? Nie wiem. Póki co, odkrywam interesujący, pełen smaku i możliwości świat kuchni wegetariańskiej:) Na nowo odnalazłam w sobie pasję do stania przy garach i szukania nowych, ciekawych połączeń smaku. Poniżej np. klopsy... z pieczarek i fasoli. Moim zdaniem świetne, a Twoim? Cóż, żeby się przekonać zerknij niżej na składniki i przygotowanie. Nie ma z tym wiele pracy a smak może Cię zaskoczyć ;)




Składniki na klopsy:
  • 300 g pieczarek
  • 1 średnia cebula
  • 50 g komosy ryżowej
  • 200 g ugotowanej białej fasoli (może być z puszki)
  • 4 łyżki bułki tartej
  • 1 łyżka posiekanych listków natki pietruszki
  • 1 łyżka posiekanego świeżego tymianku
  • 1 łyżeczka musztardy
  • 3 ząbki czosnku
  • 2 łyżki jasnego sosu sojowego
  • 1 łyżeczka mielonego kminku
  • sól, pieprz
Sos:
  • 2 szklanki bulionu warzywnego (może być z TEGO przepisu)
  • 0,5 szklanki mleka migdałowego
  • rozgnieciony ząbek czosnku
  • kilka gałązek tymianku
  • 2 łyżki mąki
  • 2 łyżki płatków drożdżowych nieaktywnych lub tartego parmezanu
  • sól, pieprz
Przygotowanie:
  1. Kaszę ugotuj według instrukcji podanej na opakowaniu.
  2. Cebulę pokrój w kostkę a pieczarki drobno posiekaj (możesz to zrobić ręcznie lub przy użyciu malaksera). Na patelni rozgrzej olej i zeszklij cebulę, dodaj pieczarki, zwiększ gaz i smaż często mieszając aby dokładnie odparować całą wodę którą puszczą.
  3. Do miski lub garnka wrzuć fasolę, rozgnieć ją widelcem lub tłuczkiem do ziemniaków, dodaj ostudzone pieczarki z cebulą oraz  resztę pozostałe składniki. Dokładnie wymieszaj, dopraw do smaku solą i pieprzem i uformuj kulki. Piecz ok 40 minut w 190 stopniach aż się delikatnie zarumienią.
  4. W garnuszku podgrzej bulion, dodaj czosnek, tymianek i mleko migdałowe wymieszane z mąką. Jak zgęstniej dopraw do smaku solą i pieprzem. Wyjmij tymianek oraz czosnek i dodaj płatki drożdżowe lub parmezan. 
  5. Ja podałam z makaronem, ale przepis został już sprawdzony i dostałam informację, że świetnie smakuje z ugotowaną kaszą i buraczkami. Zatem tę kwestię pozostawiam Twojej wyobraźni :) Smacznego!
Ps. Klopsiki mają delikatną strukturę, więc nie polecam zostawiania ich w sosie na dłużej gdyż mogą się rozpaść. Najlepiej polać sosem tuż przed podaniem.



środa, 14 listopada 2018

Placki z kalafiora i dyni z sosem sezamowym

     Dzisiaj zapraszam Was na warzywa z jesiennego repertuaru. Połączenie kalafiora z dynią, aromatycznymi przyprawami i świeżą kolendrą szczerze mnie zaskoczyło i ucieszyło. Do tej pory najczęściej lądowały w zupie lub w postaci warzywnego curry. Placki z nich przygotowane w połączeniu z sosem tahini to od dzisiaj jeden z moich ulubionych przepisów. Mam nadzieję, że Wam również przypadnie do gustu :) Miłego dnia Łasuchy :*



Składniki na placki:
  • 700 g kalafiora
  • 360 g dyni
  • 1 duża cebula
  • 2 ząbki czosnku
  • 1 jajko
  • 2 łyżki posiekanych listków kolendry
  • 1 łyżeczka mielonej kolendry
  • 1 łyżeczka kurkumy
  • 1 łyżeczka świeżego tartego imbiru
  • 1/2 łyżeczki mielonego kminku
  • 1/2 łyżeczki mielonej ostrej papryki
  • 1 łyżka soku z cytryny
  • 6 łyżek mąki pszennej
  • sól, pieprz do smaku
Przygotowanie:
  1. Kalafiora i dynię zetrzyj na grubych okach tarki, posyp łyżeczką soli, wymieszaj i odstaw na 30 minut. Po tym czasie dokładnie odciśnij nadmiar wody - najlepiej sprawdzi się ściereczka lub gaza.
  2. Dodaj pozostałe składniki, wymieszaj, dopraw do smaku solą i pieprzem, uformuj placki i ułóż je na blasze wyłożonej papierem do pieczenia. 
  3. Rozgrzej piekarnik do 190 stopni i piecz ok 30-40 minut.
  4. Podawaj z sosem sezamowym, kawałkiem cytryny i listkami kolendry.
Sos sezamowy:
  • 6 łyżek pasty tahini
  • 2 łyżki soku z cytryny
  • szczypta białego pieprzu
  • sól
  • 1/2 szklanki zimnej wody
Przygotowanie:

Wszystkie składniki dokładnie wymieszaj i dopraw do smaku solą.


piątek, 9 listopada 2018

Pierożki wonton z marchewką, groszkiem i grzybami shitake

      Cóż ja mogę Wam o tym przepisie napisać... Pierwszy raz sięgnęłam po ciasto na wontony, pojęcia nie macie, ile razy rzuciłam pod nosem siarczystym słowem, zanim jako tako udało mi się posklejać te pierożki :p Na filmikach na yt wszystko wyglądało na łatwe a w rzeczywistości wcale takie nie było... Ale niech Was to nie zniechęci, 11 sztuka wyjdzie jak trzeba :):):) Na pewno nie jest to sklejenie idealne ale ważne, że farsz nie uciekł ;) Pozostała część przygotowań to sama przyjemność i zero komplikacji więc korzystajcie śmiało i napełniajcie brzuszki. Smacznego dnia i pięknego weekendu Wam życzę Łasuchy :*




Składniki farszu:
  • opakowanie gotowych placków ciasta na wontony
  • 250 g marchewki
  • 1/2 szklanki mrożonego zielonego groszku
  • 1 cebula
  • 1 łyżeczka startego świeżego imbiru
  • 1 duży ząbek czosnku
  • 1 łyżeczka mielonej papryczki chilli
  • 6 grzybów shitake (świeżych lub suszonych-namoczonych wcześniej)
  • dwie łyżki posiekanej dymki (tylko jasnozielona część)
  • 2 łyżki uprażonych ziaren sezamu
  • sól, pieprz
  • olej do smażenia
  • woda
Przygotowanie:
  1. Marchew obierz i zetrzyj na grubych okach tarki, cebulę pokrój w drobną kostkę a grzyby na pół i w plasterki.
  2. Na głębokiej patelni rozgrzej 2-3 łyżki oleju i zeszklij cebulę. Następnie dodaj marchew, czosnek, imbir, chilli i grzyby. Smaż kilka minut i wlej trochę wody (ok 1/2 szklanki). Duś pod przykryciem aż marchew zmięknie a woda wyparuje. Dopraw do smaku solą i pieprzem i dodaj groszek. Wymieszaj, smaż jeszcze 2-3 minuty i odstaw do ostygnięcia. Do zimnego farszu dodaj posiekaną dymkę.
  3. Na każdy kawałek ciasta nałóż łyżeczkę farszu, zmocz brzegi ciasta wodą i zlep na kształt "sakiewki" jak na zdjęciach.
  4. Dobrze rozgrzej na patelni kilka łyżek oleju i ułóż pierożki zlepieniem do góry. Smaż aż spód się zarumieni, wlej 1/3 szklanki wody i przykryj szczelnie pokrywką. Zostaw na ok 7 minut aby pierożki się ugotowały pod wpływem pary. Woda powinna wyparować aby spód zrobił się chrupiący. gotowe pierożki wyłóż na talerz, posyp sezamem i podawaj z sosem do maczania. Smacznego! :)
Składniki sosu:
  • 3 łyżki sosu sojowego jasnego
  • 1,5 łyżki octu ryżowego
  • 1 łyżka wina ryżowego (mirin)
  • 1 łyżeczka oleju sezamowego
  • 1 ząbek czosnku
  • 1/2 łyżeczki płatków chilli lub świeżej papryczki drobno posiekanej
Sos: wymieszaj ze sobą wszystkie składniki :)


środa, 7 listopada 2018

Pęczotto z podgrzybkami i szczypiorkiem

     Sezon na grzyby jeszcze trwa ale wielkimi krokami zbliża się do końca, więc spieszę z tym pysznym daniem. Abyście mogli postać cierpliwie przy patelni i rozkoszować się potem przy stole, talerzem pachnącym grzybami, masłem i winem :)



Składniki na bulion grzybowy:
  • 10 g suszonych grzybów (borowiki, podgrzybki)
  • 1 opieczona nad gazem cebula
  • 250 g marchewki
  • 150 g selera
  • 120 g korzenia pietruszki
  • 50 g kapusty pekińskiej
  • 70 g pora
  • 100 g pieczarek
  • 4 grzyby shitake
  • 3 boczniaki
  • 2 ząbki czosnku
  • 6 gałązek natki pietruszki
  • 1 gwiazdka anyżu
  • 3 listki laurowe
  • 5 ziaren ziela angielskiego
  • 2 łyżki sosu sojowego
  • 1/2 szklanki białego wytrawnego wina
  • 2,5 litra wody
  • 1 łyżka soli
Przygotowanie:

  1. Grzyby namocz we wrzątku, żeby zmiękły i żeby pozbyć się piasku i innych brudów. 
  2. Obrane i umyte warzywa włóż do garnka, dodaj pozostałe składniki, wlej wodę + wodę z moczenia grzybów i wstaw na duży gaz. Zagotuj, zmniejsz gaz i gotuj powoli przez 2,5 godziny po czym odcedź bulion.
Składniki na pęczotto:
  • 250 g świeżych podgrzybków
  • 1/2 szklanki kaszy pęczak
  • 100 ml białego wytrawnego wina
  • 1 cebula
  • 2 ząbki czosnku
  • 2 łyżki oliwy
  • 3 łyżki masła
  • 3 szklanki bulionu grzybowego*
  • 2 łyżki płatków drożdżowych nieaktywnych lub parmezanu
  • 2 łyżki drobnego szczypiorku
  • sól, pieprz do smaku
* bulion powinien być cały czas gorący więc podczas gotowania trzymajcie go w garnku na palniku obok 

Przygotowanie:
  1. Na mocno rozgrzaną patelnię daj 2 łyżki masła i pokrojone w grube plasterki grzyby. Mieszając od czasu do czasu smaż grzyby aż się ładnie zrumienią po czym przełóż je na talerz i odstaw na bok.
  2. Na tej samej patelni rozgrzej 1 łyżkę masła i 2 łyżki oliwy. Dołóż pokrojoną w drobną kostkę cebulę i czosnek. Smaż na średnim gazie aż cebula zmięknie i lekko się skarmelizuje.
  3. Dodaj do cebuli kaszę i smaż ok 5 minut, żeby kasza się nieco uprażyła a następnie wlej wino i mieszaj od czasu do czasu.
  4. Jak wino odparuje dołóż grzyby i wlej szklankę bulionu. Zmniejsz gaz i pozwól by kasza powoli wchłaniała płyn. Mieszaj powoli i jak większość płynu zniknie, dodaj kolejną szklankę a potem kolejną. Sprawdź czy kasza jest miękka i w razie potrzeby dodaj trochę więcej bulionu. Gotowe pęczotto powinno mieć dosyć luźna konsystencję więc pilnuj aby nie zgęstniało za bardzo.
  5. Na koniec dopraw do smaku solą i pieprzem, dodaj płatki drożdżowe lub parmezan i posiekany szczypiorek. Smacznego! :)
 

wtorek, 30 października 2018

Rozgrzewający krem z warzy z wędzoną papryką i grzankami z serem

      Jesień tego roku zaskoczyła nas przepiękną pogodą a siedzenie w pracy, zamiast spacerowanie po parku lub lesie w towarzystwie cudownej wręcz kolorystyki liści, drażniło bardzo. Ale cóż, życie korpoludzi, nic nie poradzisz ;) I choć dzisiaj znowu jest ciepło i przyjemnie, to kolory już nie takie piękne, słońca znacznie mniej i ciemno jakoś tak szybciej się robi. Wieczorne powroty do domu to  już nie jest połowa trasy pieszo w ramach treningu, to powroty po ciemku, autobusem z książką w dłoni, to głośnie w progu witanie stęsknionych kotów (stęsknionych oczywiście za pełną miską a nie za mną pfff), to szybkie ogarnięcie mieszkania i koc... Kanapa, koc, kubek herbaty albo rozgrzewającej zupy, po której rumieńce na twarz wracają. Czujesz to? Siedzisz sobie wygodnie, podziwiasz spływające po szybach krople deszczu i słuchasz szumu wiatru w coraz bardziej nagich gałęziach drzew, w dłoni trzymasz kubek z gorącą zupą a rozgrzewająca moc ostrego pieprzu cayenne, powoli acz zdecydowanie dając o sobie znać, rozgrzewa Ci od środka człowieka... I czas na chwilę zwalnia... I tak jakby szczęście jest... Jesień



Składniki bulionu:
  • 140 selera
  • 300 g marchewki
  • 120 korzenia pietruszki
  • 100 g pora
  • 1 średnia opalona cebula
  • kilka gałązek natki pietruszki
  • 3 litry wody
  • 2 łyżki sosu sojowego
Pozostałe składniki:
  • 3 ząbki czosnku
  • 1 średnia cebula
  • 120 g czerwonej papryki
  • puszka (400 g) pomidorów krojonych
  • 3 łyżeczki wędzonej papryki w proszku
  • 1 łyżeczka pieprzu cayenne
  • 3 łyżki oliwy do smażenia
  • sól
Przygotowanie:
  1. Bulion: warzywa obierz, umyj i zalej zimną wodą. Gotuj na małym ogniu przez 2,5-3 godziny. Jak warzywa zmiękną wyjmij i odłóż na potem: marchew, korzeń pietruszki i selera a pozostałe: natkę, cebulę i pora wyrzuć.
  2. W osobnym garnku rozgrzej oliwę i dodaj posiekaną cebulę, paprykę pokrojoną w kostkę, posiekany czosnek, wędzoną paprykę i cayenne. Smaż cały czas mieszając aż zacznie intensywnie pachnieć.
  3. Pokrój warzywa z bulionu w kostkę i dodaj do garnka. Smaż kilka minut i dodaj pomidory z puszki. Zmniejsz gaz i duś 10 minut, co chwilę mieszając aby nic nie przywierało do dna.
  4. Wlej 3 szklanki bulionu i gotuj 20 minut. Jak papryka zmięknie zmiksuj zupę. Ja bardzo lubię gładką konsystencję więc przecieram całość przez sitko. Dopraw do smaku solą i podaj np. z grzankami z serem. 
  5. Pozostały bulion możesz zamrozić lub na gorąco zamknąć w słoiku i trzymać w lodówce.


czwartek, 18 października 2018

Mutton biryani - aromatyczna jagnięcina z ryżem.

        Długo się zastanawiałam co tu dzisiaj napisać słowem wstępu. Czy opowiadać dlaczego mnie tu nie ma, czy zachować to dla siebie... Nie wiem. Napiszę więc krótko - życie mnie ostatnio trochę poturbowało, rozstanie narobiło mi bałaganu takiego, że nie wiem jak to posprzątać. Czekam na dzień, w którym przyjdzie spokój. Bo przyjdzie prawda? Musi! 
     A tym czasem, ja idę sobie układać ten bałagan w głowie a Was zapraszam na moje ukochane danie z kuchni indyjskiej. Działa na mnie zawsze kojąco i wywołuje uśmiech nawet dzisiaj. Przepis wbrew pozorom jest naprawdę prosty i wystarczy jeden garnek! Będzie mało zmywania a dużo radości i szczęścia w brzuszku ;) Smacznego dnia Łasuchy! :*





Składniki:
  • 700 g karkówki jagnięcej
  • 4 duże ząbki czosnku
  • kawałek imbiru (wielkości kciuka)
  • 2 zielone papryczki chilli
  • 3 średnie szalotki pokrojone w cienkie piórka
  • 3 listki laurowe
  • 5 goździków
  • 3 ziarna kardamonu
  • kawałek kory cynamonu
  • 2 łyżeczki przyprawy garam masala
  • 2 łyżeczki chilli w proszku
  • 1,5 łyżeczki kurkumy
  • 1 łyżeczka mielonych ziaren kolendry
  • 1 średni pomidor bez skóry pokrojony w kostkę
  • po 2 łyżki posiekanych liści mięty i kolendry
  • 4 łyżki oleju
  • 2 łyżki masła klarowanego
  • 2 szklanki wody
  • 1,5 szklanki namoczonego ryżu basmati*
* ryż mocz w zimnej wodzie przez 30 minut po czym wylej wodę (ugotuje się potem w garnku z mięsem) 

* do podania raita: dwa średnie ogórki obierz i zetrzyj na grubych okach, odciśnij z wody, wymieszaj z gęstym jogurtem (1 szklanka), solą i 1/2 łyżeczki uprażonych nasion kminu

Przygotowanie:
  1. W moździerzu utrzyj na pastę imbir z czosnkiem i odrobiną soli.
  2. W garnku o grubym dnie (ja używam gara żeliwnego do tego typu dań) rozgrzej olej i upraż  liście laurowe, goździki, kardamon i korę cynamonu aż zaczną intensywnie pachnieć po czym dodaj szalotkę. Smaż cały czas mieszając aż zmięknie i i nabierze brązowego koloru.
  3. Dodaj papryczki chilli (w całości) i pastę z czosnku i imbiru. Smaż 2 minuty, dodaj kurkumę, mielone chilli, garam masala, znowu smaż 2 minuty cały czas mieszając po czym dodaj pomidora, jogurt i sporo soli. Smaż ok 5 minut i dodaj mięso. Dokładnie wymieszaj, smaż kolejne 5-6 minut i dodaj kolendrę i miętę. Wymieszaj i wlej wodę (tyle, aby przykryła mięso), przykryj pokrywką, zmniejsz gaz na najmniejszy i duś aż mięso zmięknie.
  4. W razie gdyby woda odparowała więcej niż o połowę dolej trochę, na wierzch wysyp namoczony wcześniej ryż (nie mieszaj!), przykryj pokrywką i na małym gazie duś przez ok 10 minut. Wyłącz gaz i zostaw pod przykryciem na 5 minut. Ryż powinien wchłonąć cały płyn.
    Smacznego! :)


poniedziałek, 21 maja 2018

Kotlety z cukinii, marchewki i kaszy jaglanej z sosem ze świeżych pomidorów

         Dzień dobry Łasuchy :) Nie wiem jak u Was ale dla mnie weekend skończył się wyjątkowo  szybko. Budzik zadzwonił o 5:30 bo plan był, żeby zjeść spokojne śniadanie i ogarnąć trening. A wyszło jak zwykle, czyli drzemki do 6:10 a potem wszystko w biegu. Mimo tego, mam dzisiaj bardzo dobry humor, zaliczyłam (w ramach treningu co to go w domu olałam) 30 minutowy spacer do pracy, ciesząc japę do słońca, licząc kroki i planując sobie cały najbliższy tydzień. Głównie w kwestii zdrowego odżywiania i powrotów do truchtania po złamaniu kopyta. Nauczyłam się jeść 5 posiłków dziennie o stałych porach co powiem szczerze łatwe nie było a przygotowywanie codziennie takiego menu bywa uciążliwe. I mimo iż zdarzają mi się jeszcze malutkie grzeszki to mogę z czystym sumieniem przyznać, że udaje mi się w tym wszystkim pilnować. Waga co prawda jeszcze nie chce ze mną współpracować i pokazywać ładnych wyników, ale podobno nie ma co się spieszyć. Lepiej powoli, rozsądnie i na stałe, niż szybko, drastycznie i z efektem jojo. Tak mówi Pani dietetyk więc się słucham i czekam cierpliwie na osiągnięcie założonego celu.
         Stąd właśnie pomysł na dzisiejsze danie. Jest zdrowe, jest sycące, a przede wszystkim jest pyszne. Nie jest to danie jednogarnkowe ani do przygotowania w 15 minut ale zapewniam, że warto postać w kuchni trochę dłużej bo efekt na pewno nie rozczaruje :) 


 
 
 
Składniki na kotlety:
  • 500 g cukinii
  • 230 g marchewki
  • 120 g kaszy jaglanej
  • 1 cebula
  • 2 ząbki czosnku
  • 2 jajka
  • 7 łyżek bułki tartej
  • 1 łyżka posiekanych świeżych listków mięty
  • 1 łyżeczka ostrej papryki w proszku
  • sól, pieprz
  • 3 łyżki oliwy do smażenia
Składniki na sos:
  • 250 g pomidorków koktajlowych
  • 3 duże pomidory malinowe
  • 3 średnie pomidory zwykłe
  • 4 duże ząbki czosnku
  • 1 duża cebula
  • 4 łyżki oliwy z oliwek
  • duża garść świeżych listków bazylii
  • sól, pierz
* dodatkowo kulka mozzarelli i kawałek fety
 
Przygotowanie kotletów:
  1. Kaszę przepłucz wrzątkiem i ugotuj do miękkości w lekko osolonej wodzie.
  2. Cukinię umyj i zetrzyj na grubych okach. Wymieszaj z łyżeczką soli i odstaw na 20 minut aby zmiękła.
  3. Rozgrzej na patelni oliwę, marchew obierz i zetrzyj, cebulę i czosnek drobno posiekaj  i wrzuć na patelnię. Duś na wolnym ogniu aż marchew zmięknie.
  4. Nastaw piekarnik na 180 stopni.
  5. Cukinię dokładnie odciśnij z wody, przełóż do dużej miski i wymieszaj z pozostałymi składnikami aby wszystkie dokładnie się połączyły. Blachę do pieczenia wyłóż papierem, uformuj kotlety, ułóż na blasze i wstaw do piekarnika na 30 minut.
Przygotowanie sosu:
  1. Pomidory umyj i koktajlowej przekrój na pół a malinowe i zwykłe w kostkę, a cebulę i czosnek drobno posiekaj.
  2. Rozgrzej na patelni oliwę i wrzuć cebulę z czosnkiem, żeby się zeszkliła. Dodaj pomidory i duś aż odparuje nadmiar wody, pomidory się rozpadną a całość zgęstnieje. Na koniec dodaj posiekaną bazylię, sól i pieprz do smaku.
  3. Rozgrzej piekarnik do 180 stopni. W naczyniu do zapiekania ułóż kotlety jeden obok drugiego. Wyłóż na nie sos i na wierzch mozzarellę pokrojoną w plastry lub porwaną na kawałki i posyp pokruszoną fetą. Wstaw do piekarnika aby całość się podgrzała a ser roztopił.



czwartek, 17 maja 2018

Karkówka z cebulą, pieczarkami i suszonymi grzybami

      Pogoda w Warszawie dzisiaj nie rozpieszcza, deszcz pada od wczoraj, słońce strajkuje chowając się za ciemnymi chmurami i jakoś tak melancholijnie się zrobiło. Dziś nie mam chęci na lekkie sałatki na zimno. Dzisiaj jest dzień, w którym humor poprawia ciepło z rozgrzanego piekarnika i unoszący się w kuchni zapach. Trzy godziny powolnego pieczenia w niskiej temperaturze. Czas jakby zwolnił, ptaki zamilkły, po szybach wolno spływają krople deszczu, nawet koty dzisiaj chowają się w sypialni pod kołdrą nie myśląc nic a nic o wystawieniu nosków na balkon. Kanapa, koc, książka i cicho brzmiący w tle jazz...
      Tak sobie wyobrażam idealny dzisiejszy dzień, zamiast siedzenia za biurkiem w pracy ;)
 


 
Składniki:
  • 6 kotletów z karkówki (2 cm grubości każdy)
  • 250 g pieczarek
  • 20 g suszonych grzybów (podgrzybki i borowiki)*
  • 2 duże cebule
  • 4 ząbki czosnku
  • musztarda dijon
  • 4 listki laurowe
  • 3 płaskie łyżki mąki
  • sól, pieprz
  • oliwa do smażenia
* zachowaj wodę z moczenia grzybów
 
Przygotowanie:
  1. Nastaw piekarnik na 130 stopni bez termoobiegu.
  2. Suszone grzyby zalej 400 ml wrzątku i odstaw, żeby zmiękły.
  3. Cebulę pokrój w piórka a pieczarki w plasterki.
  4. Kotlety osusz papierowym ręcznikiem, dopraw solą i pieprzem, rozgrzej na patelni oliwę i obsmaż tak, żeby się ładnie zrumieniły z obu stron. Odłóż na talerz.
  5. Na dnie naczynia żaroodpornego ułóż połowę pokrojonej cebuli i pieczarek, dwa listki laurowe,  dwa rozgniecione ząbki czosnku i połowę namoczonych wcześniej grzybów. Wyłóż kotlety, posmaruj każdy musztardą i dodaj na wierzch resztę cebuli, pieczarek, namoczonych grzybów, listki laurowe i czosnek.
  6. Wodę z moczenia grzybów powoli przelej do miseczki, uważając aby wszystkie nieczystości zostały na dnie naczynia, w którym grzyby były moczone. Wymieszaj ją z mąką (pamiętaj, że podczas pieczenia woda odparuje a sos zgęstnieje więc nie przesadź z mąką), szczyptą soli i pieprzu i wlej całość do naczynia tak aby prawie całkiem przykryć mięso.
  7. Przykryj pokrywką i wstaw do piekarnika na 3h. Piecz cały czas pod przykryciem.
 



środa, 21 marca 2018

Bataty z wędzonym pstrągiem i fetą

       Dzień dobry Łasuchu. Zaglądasz tu jeszcze czasem? Wiem, wiem, należy mi się nagana za olewanie tej strony, ale może dasz się przeprosić słodkim ziemniaczkiem z wędzonym pstrągiem? Co? No weź... uśmiechnij się i zajrzyj tu jeszcze. Obiecuję, że się postaram bywać tu częściej aż w końcu znowu regularnie tak jak dawniej. Nie było mnie tutaj ze względów głownie zdrowotnych ale i braku weny oraz szczypty lenistwa. Jednak zatęskniłam już trochę za pisaniem postów, za dzieleniem się tym co u mnie no i oczywiście za gotowaniem dla Was ku inspiracji dalszych poczynań na ścieżce kulinarnej. A właśnie! U mnie jak to w życiu, raz lepiej raz gorzej, choć teraz znacznie gorzej jednak, ale wiosna idzie (w sumie to już przyszła, tylko się z zimą siłuje) więc mam nadzieję, że zastrzyk słońca i witaminy D przepchnie większą porcję lepszości na me barki. To co? Uśmiechasz się już delikatnie pod noskiem? Zerkniesz na przepis i zechcesz tu jeszcze wrócić? Będzie mi niezmiernie miło znowu Cię tu gościć :*
 
 
Składniki:
  • 2 duże bataty
  • 100 g wędzonego pstrąga
  • 30 g fety
  • kawałek chilli
  • kolendra
  • sól, pieprz
  • limonka
Przygotowanie:
  1. Bataty dokładnie umyj, osusz, owiń folią aluminiową i piecz do miękkości w temp. 180 stopni.
  2. Po ostygnięciu przekrój wzdłóż na pół, wydrąż większość miąższu i przełóż go do miseczki.
  3. Miąższ rozdrobnij widelcem, dodaj pokruszoną fetę, posiekaną papryczkę chilli oraz kawałki pstrąga. Dopraw do smaku solą i pieprzem i delikatnie wszystko wymieszaj.
  4. Przełóż farsz do połówek batatów, posyp listkami kolendry i skrop sokiem z limonki.


wtorek, 9 stycznia 2018

Wołowina z soczewicą duszona w czerwonym winie

        Witam Was w ten piękny wiosenny dzień tegorocznej zimy ;) Mróz lekko szczypie w uszy, słońce przyjemnie daje po dziobie, zatem duszona wołowinka przyrządzona w jednym garnku idealnie wpasuje się w dzisiejszy plan obiadowy. Odpalasz gaz, smażysz, podlewasz, przykrywasz i zostawiasz na kilka godzin, idziesz cieszyć się pogodą a obiad "sam" się robi :) Przyznaj, że to piękna perspektywa aby nie tracić czasu na stanie przy kuchni, kiedy możesz leżeć na kanapie, czytać książkę, wystawić policzki do słońca z uśmiechem od ucha do ucha albo tak jak ja, siedzieć 8 h za biurkiem w biurze i po powrocie do domu tylko sobie odgrzać porcję :) Smacznego i pięknego dnia!


Składniki:
  • 600 g mięsa z udźca wołowego
  • 1 cebula
  • 1 średnia marchew
  • 5 ząbków czosnku
  • 0,5 szklanki czerwonej soczewicy
  • papryczka chilli (ile lubisz)
  • 1/2 łyżeczki cynamonu
  • 4 łyżki sosu worcestershire
  • 2 łyżki koncentratu pomidorowego
  • 180 ml czerwonego wytrawnego wina
  • woda
  • sól, pieprz, oliwa
  • natka pietruszki

Przygotowanie:
  1. Mięso pokrój na kawałki, na dużym ogniu w garnku o grubym dnie  rozgrzej oliwę i dobrze je zrumień po czym przełóż na talerz.
    Pamiętaj aby mięso smażyć partiami. Zbyt duża ilość spowoduje, że zamiast się smażyć i rumienić, zacznie się gotować.
  2. Na pozostałej oliwie przesmaż przez kilka minut (często mieszając ) posiekaną drobno cebulę i startą na grubych okach marchew. Dodaj przeciśnięty przez praskę czosnek i chilli (w całości lub posiekaną). Duś przez kilka minut.
  3. Dodaj kawałki mięsa wraz z sokami, które wypłynęły na talerz (dzięki temu zyskasz więcej smaku) oraz wino. Gotuj przez chwilę aby alkohol nieco odparował.
  4. Zmniejsz ogień i dodaj soczewicę, koncentrat, sos worcestershire, cynamon i tyle wody aby przykryła całość. Duś pod przykryciem na najmniejszym ogniu przez ok 3 godziny. Mieszaj od czasu do czasu aby nic nie przywarło do dna garnka i w razie potrzeby dolej troszkę wody.
  5. Jak mięso zmięknie, rozdrobnij je widelcami, całość wymieszaj i dopraw do smaku solą i pieprzem. Soczewica się rozpadnie i wraz s mięsem, winem i koncentratem stworzy gęsty aromatyczny sos. Przed podaniem dodaj do całości posiekane listki natki pietruszki. Podawaj z makaronem, ryżem lub chrupiącą bagietką :)

poniedziałek, 4 grudnia 2017

Bigos trzydniowy.

      Na początek kilka słów wstępu celem wytłumaczenia swojej nieobecności. W lipcu (w dniu urodzin!) zamiast szykować się na nocne świętowanie kolejnego kroku ku starości ;) wylądowałam na ostrym dyżurze chirurgicznym ze złamanym i skręconym kopytem. Milion godzin w poczekalni oddziału, który wyglądał jak zapomniany oddział psychiatryczny. Diagnoza: złamanie z obszernym skręceniem i gips na 2 tygodnie (to tak na początek). Pan od gipsu każe zdjąć spodnie, ja żeby je rozciął bo z gołym tyłkiem potem chodzić nie będę, na co Pan od gipsu, żebym się nie przejmowała bo ciągle ktoś tak stąd wychodzi i nikt nie marudzi. No jasne, na co dzień też nie mam problemu z bieganiem po ulicy z dupskiem odzianym w kusą koronkową bieliznę. Luzzz przecież jest lato, dupa nie zmarznie. Na szczęście udało mi się wyprosić kawałek czegoś zielonego przez co i tak było wiele widać ale lepsze to niż blade poślady :p Po dwóch tygodniach wizyta kontrolna, inny lekarz inna diagnoza! (wtf?) Okazuje się, że złamana jest kość strzałkowa a nie kości śródstopia. Serio można się tak pomylić???? Gips zdjęty, założona orteza, czas rekonwalescencji jakieś 5-6 tygodni. Zabrałam papiery i umówiłam się do prywatnej kliniki. Tomografia i jednak złamane 2 kości śródstopia a strzałkowa cała i zdrowa. I generalnie można chodzić bez ortezy a jak przestanie boleć to śmiało wracać do pracy. Po 1,5 miesiąca na kanapie, nie móc się nawet samej wpakować do wanny, przechodząc ze śmiechu w depresyjne stany rozpaczy, straciłam chęć do gotowania na bardzo długo. Z racji również tego, że poruszanie się o kulach było irytujące (to jest baaardzo delikatne określenie w porównaniu z tym co błąka mi się po języku). Dlatego też w gotowaniu, sprzątaniu i całej reszcie wyręczał mnie P. Za co jeszcze raz tutaj bardzo Ci dziękuję! :*
     Wracam do formy malutkimi kroczkami. Do kuchni też czasem zaglądam więc myślę, że wszystko zmierza we właściwym kierunku. Wracam z propozycją świąteczną :) Bo przecież Święta zaraz więc bigos musi być! A taki z suszonymi grzybami i śliwkami to już w ogóle obowiązek. Pierwszy raz gotując bigos skusiłam się na dodanie alkoholu. Nie przypominam sobie aby w moim rodzinnym domu była taka praktyka. Jednak słuchając opowieści znajomych stwierdziłam, że zaryzykuję. Muszę przyznać, że czerwone wino zrobiło robotę! Jak ja mogłam tego wcześniej nie robić? Wy pewnie wiecie o tym od zawsze więc proszę się tu ze mnie nie naigrywać ;) Wszak człowiek uczy się cale życie. Trzy dni gotowania, kolor, smak, zapach... poezja! Bierzcie i gotujcie :)
      




Składniki:

  • 2 kg kiszonej kapusty
  • 1 kg żeberek wieprzowych
  • 300 g boczku wędzonego
  • 30 g suszonych borowików
  • 30 g suszonych podgrzybków
  • 150 g suszonych śliwek
  • 180 ml czerwonego wytrawnego wina
  • 5 listków laurowych
  • 10 ziaren ziela angielskiego i 10 ziaren pieprzu,
  • woda
  • sól do smaku
Przygotowanie:

Dzień 1
  1. Jeśli masz bardzo kwaśną kapustę możesz ją przepłukać w zimnej wodzie, odcisnąć i pokroić.
  2. Podziel żeberka na części i obsmaż na odrobinie oliwy aż się ładnie zarumienią. Wyjmij żeberka na talerz, zlej nadmiar tłuszczu i usmaż pokrojony w kostkę boczek.
  3. Dodaj do boczku przygotowaną wcześniej kapustę, żeberka, liście laurowe, ziele angielskie i pieprz. Zalej całość wodą tak aby przykryła prawie całkiem kapustę i gotuj na średnim ogniu pod przykryciem przez 2 godziny od czasu do czasu mieszając po czym wystudź i wstaw do lodówki (balkon też się sprawdzi ;))
Dzień 2

     Zalej grzyby wrzątkiem i poczekaj aż zmiękną. Wstaw bigos na gaz, zagotuj i zmniejsz ogień. Delikatnie wyjmij grzyby z wody, pokrój na małe kawałki i dodaj do bigosu wraz z wodą, w której się moczyły (uważając aby w naczyniu zostały nieczystości, które opadły na dno) oraz śliwki. Gotuj pod przykryciem przez 2 godziny od czasu do czasu mieszając po czym wystudź i wstaw do lodówki.

Dzień 3

     Podgrzej bigos i na średnim ogniu gotuj bez przykrycia przez 1 godzinę. Dodaj wino i gotuj często mieszając przez kolejne 45 minut. Dopraw do smaku solą i pieprzem, wystudź i wstaw do lodówki.



środa, 21 czerwca 2017

Tajskie curry w 15 minut :)

                Krótka historia o pokrzywie ;)       
     Stukam sobie właśnie w klawiaturę i obserwuję jak pięknie wędruje mi po rękach pokrzywka (taka bladź co to jest objawem alergii). No więc obserwuję wzrokiem, w którym czai się zło. Zęby zaciskam i biję po łapach pomysł użycia ostrego narzędzia aby się podrapać i najlepiej zdrapać, zedrzeć, rozszarpać sobie skórę. Bo ta cholera swędzi. Ale nie że swędzi delikatnie. Nie, nie! Moi mili wyobraźcie sobie, że obsiadło Was milionpieńćsetstodziewięćset komarów i one wszystkie na raz ugryzły. A teraz poczekajcie aż skóra zacznie łaskotać i walczcie, żeby się nie drapać, bo wiadomo przecież, że drapanie nie pomaga a wręcz nasila owe łaskotanie. Da się? No się kurna nie da! Nie chcielibyście tak co? Zakładam się o michę pysznego tajskiego curry z fotek poniżej, że byście nie chcieli. Ja też nie chcę, nie prosiłam się o to ale taki zaszczyt me dupsko kopnął i mam tę panią na sobie. Mam wędrującą po ciele pokrzywkę, która swędzi tak jak w opisie powyżej. I ta cholera o całkiem miłej nazwie towarzyszy mi już dwa miesiące. Dwa miesiące wojowania z drapaniem i straszeniem ludzi tym widokiem. Dwa miesiące przegranej walki bo się nie da! Chwile ulgi przyniosła jedynie majowa wyprawa na SOR (tak jakoś o 22:00). Siedzisz sobie tam człowieku godzin 5. Siedzisz, trochę śpisz, trochę więcej płaczesz bo masz już psychicznie dosyć swojej towarzyszki wędrowniczki. I oto po tych pięciu godzinach dostajesz wezwanie do gabinetu. Lekarz Cię ogląda ale z daleka bo przecież nie dotknie, żeby ogarnąć z czym ma do czynienia bo do czynienia z tym mieć nie chce. Kładzie Cię na łóżeczku i mówi magiczne hasło "wenflon" a Ty w sekundę stajesz na nogi, że już nic Ci nie dolega, że to taki żart, że może już sobie pójdziesz (jest tu ktoś kto na widok igły dostaje zawału pińcet razy? Ja! Ja jestem!) ale lekarz skoro już siedzi na nocnym dyżurze to nie co będzie się nudził, złapie Cię za łapę rzuci na łóżko, przypnie pasami, zaknebluje i zacznie tortury (żartuję wcale tak nie było, Pani bardzo miła była). Kładzie zatem znowu, mówi że będzie dobrze, że nie boli blablabla po czym woła młodziana - stażystę! Panie Jeżu nie dość, że muszę patrzeć na igłę to jeszcze ma mi ją wbijać dzieciak młodszy ode mnie? O losie! Leżę więc grzecznie, ręce się trzęsą, nogi drżą, oczami wyobraźni widzę jak sobie nie radzi, grzebie, męczy, kłuje, krew się leje.... a On przyszedł, zobaczył me żyły, stwierdził, że łatwo pójdzie bo wszystkie widać idealnie jak u rasowego ćpuna, ciach i po robocie. A potem było tylko pięknie :) Trzy dawki prochów prosto w żyłę zrobiły ze mnie potulne cielę z uśmiechem na pysku :) Ło Panie jak mi było po tym dobrze :) Skierowanie, recepta i bardzo proszę, może Pani wracać do domu. Nic tam, że już prawie 4 nad ranem a do roboty o 6 trzeba wstać. Nic bo zwolnienie dostałam i mogłam spać cały dzień. I nawet chyba większość dnia przespałam z radości. Trwało to dni 5 a potem zabawa od nowa. Obecnie jestem po drugiej wizycie u alergologa. Druga podwójna dawka sterydów, po których puchnę niczym Kubuś Puchatek po słusznej porcji miodku. Zero alkoholu, zero słońca, zero produktów mlecznych, skierowanie na testy i za miesiąc zobaczymy czy będzie mi dane tego roku poleżeć na plaży. Dlatego właśnie, jest mnie tu tak mało. Nie miałam chęci do niczego a stan depresyjny towarzyszył mi znacznie częściej niż chęć tworzenia w kuchni. Mam nadzieję, że nowa kuracja prochami zadziała i przestanę straszyć ludzi w pracy :p
        Wybaczcie mi ten długi wstęp i w ramach zanudzenia zerknijcie poniżej na zdjęcia i przepis. Tajskie curry zrobicie szybciej niż przeczytaliście to nudne wyznanie ;) 





Składniki:
  • 400 g polędwiczek z indyka
  • puszka mleka kokosowego
  • 3 średnie papryki (czerwona, żółta i zielona)
  • 1 mała cukinia
  • 1 średnia marchewka
  • 1 limonka
  • 1 trawa cytrynowa
  • 4 liście limonki kaffir
  • żółta pasta curry
  • 1/2 szklanki wody
  • oliwa do smażenia
  • sól, pieprz
  • opcjonalnie listki kolendry
* do podania ryż basmati
 
Przygotowanie:
  1. Wstaw wodę na ryż i ugotuj według wskazówek na opakowaniu.
  2. Pokrój mięso i warzywa w cienkie paski. Na patelni rozgrzej kilka łyżek oliwy i dodaj marchew, pastę curry (ilość pasty pozostawiam Twojej decyzji - my lubimy ostre potrawy więc pasty dałam dużo), liście limonki oraz trawę cytrynową (trawę przekrój na pół i tępą stroną noża rozbij delikatnie aby uwolnić jej fantastyczny aromat). Smaż 3 minuty po czym dodaj paprykę i kurczaka.
  3. Smaż ok 5 minut i wlej mleko kokosowe oraz wodę. Gotuj całość przez 5 minut. Dopraw do smaku solą, pieprzem i w razie potrzeby dodaj więcej pasty curry lub kawałek świeżej papryczki chilli.
  4. Tuż przed podaniem wyciśnij sok z całej limonki, dokładnie wymieszaj i serwuj na stół :)