wtorek, 26 listopada 2013

Zielono mi! Czyli zdrowy koktajl ze szpinaku i pietruchy:)

    Wybaczcie mi nieobecność. Ale niewiele mam teraz okazji do złapania dziennego światła, żeby zrobić w miar dobre zdjęcia a nie chciałam Wam pokazywać czegoś z czego sama nie jestem zadowolona. Trochę się u mnie działo ostatnimi czasy. Najważniejszym wydarzeniem były narodziny bratanicy M. Piękna kruszynka z czarną czuprynką i ciemnymi wielkimi oczkami. Zakochałam się w niej od pierwszego wejrzenia:) Z tej okazji przygotowałam tort. Trzypiętrowy, ale raczej niejadalny bo pieluchowy (ku mojej uciesze, wyszedł naprawdę fajnie). Lubię dawać praktyczne prezenty. Tak więc poprzednia sobota zleciała na wgapianiu się w maleństwo albo skręcaniu dinozaurów, formuły 1 czy dźwigu z drewnianych klocków dla Starszego Brata Małej Księżniczki (takie klocki sama mogłaby mieć;), czytaniu, przytulaniu i łaskotaniu. Do poniedziałku zatem mieliśmy gości. Na gotowanie i robienie zdjęć nie było czasu więc i na bloga nie było wrzucać. Od czwartku z kolei mieliśmy kolejnych gości. Moja Kochana Pacjentka musiała wpaść do stolicy na kolejną dawkę chemii. I tu brawa dla Niej za wytrwałość i dzielność. No już, już wszyscy razem:) Tym razem udało się postać w kuchni gdyż iż chciałam jej dogadzać smakołykami. Może nie były to takie frykasy jakie podają w szpitalu, ale Pacjentka grzecznie wszystko zjadała (i nie marudziła przy tym nic a nic), żeby mi przykro nie było. Nie pisnęła ani razu, że przecież ta szara pacia niewiadomego pochodzenia co jej w szpitalu podali, to na bank jest lepsza niż moje ravioli ze szpinakiem i orzechami albo cytrynowy makaron z kurczakiem;) Szacun Maleńka! Poza gotowaniem były też zakupy i sporo malowania. Moja Kochana wraz ze swoją Połówką przywieźli do mnie półeczkę na wino, żebym ją przerobiła. A! Bo zapomniałam Wam wspomnieć, że to moje nowe hobby to sztuka decoupagu i postarzania mebli;) Zatem, czwartkowy, piątkowy i sobotni wieczór spędziłam z pędzlem, papierem ściernym, klejem i serwetkami w łapach. Jakbyście byli ciekawi efektów to patrzcie tu na dół:


     Poza tą półeczką była również szkatułka i tutu na balet dla Su, które przygotowałam na szpitalnym łóżku u boku Mojej Pacjentki.Było wesoło bo tiul był wszędzie, co chwilę podchodziła jakaś pielęgniarka i patrzyła z zachwytem, że tak szybko można to zrobić a ona się męczyła z szyciem na maszynie, marszczeniami itp. przygotowując coś takiego dla swojej wnuczki. Jednym słowem poszło sprawnie i było wesoło:)


    Zdradzę Wam, że Su była zachwycona. Zadzwoniła do mnie wieczorem jak tylko rozpakowała swój prezent z taką radością w głosie, że sama się potem cieszyłam jak dziecko. Dostałam też od Su obrazek przestawiający mnie jako Anioła (bo Su mówi, że "ciocia jest Aniołkiem") no i Kotę buszującą w trawie. W kolorze blue! :)) Uśmiałam się do rozpuku:)

   A teraz o dzisiejszym przepisie. Od jakiegoś czasu ćwiczę i staram się zdrowo odżywiać. Raz wychodzi a raz nie, bo przecież miłość do jedzenia wygrywa i zdarza mi się popełniać małe grzeszki w kuchni;) Dzisiejsza propozycja to ta ze zdrowej rubryki mojego menu. Zielona, warzywna, ale smakuje owocami. Intensywny kolor poprawia mi nastrój a witaminy wypełniające szklankę są prezentem dla organizmu. Zanim stwierdzicie, że szpinak i pietrucha w soku pomarańczowym są bleeee. Choć raz spróbujcie taki koktajl zmiksować! Moja pacjentka była sceptycznie do niego nastawiona ale już wczoraj napisała do mnie kiedy wrzucę przepis, bo chce go pić i pić :) Zatem na dobry początek tygodnia (bo wtorek to jeszcze taki trochę poniedziałek) zapraszam Was na zieloną bombę witaminową!:)



Składniki:
na ok 0,5 l
  • sok z 1,5 pomarańczy (rozwałkujcie owoc przed wyciskaniem soku to uzyskacie go znacznie więcej)
  • 1 kiwi
  • 1/4 część dużego ananasa już po oczyszczeniu ze skóry i twardego środka
  • listki z całego pęczka natki pietruszki
  • ok 50 g listków młodego szpinaku
Przygotowanie:

Umieśćcie wszystkie składniki w blenderze i bardzo dokładnie zmiksujcie. Pijcie od razu bo tak najlepiej smakuje:)
Jeśli będzie zbyt gęsty możecie dodać więcej soku z pomarańczy. Moje były bardzo soczyste więc wystarczyło 1,5 owocu.

środa, 13 listopada 2013

Makaron z kurczakiem w sosie cytrynowo-pomarańczowym.

      Kolejny długi weekend za nami. Jak Wam minął? Wypoczęci, rozleniwieni, przejedzeni może?:) My niedzielę spędziliśmy na działce w towarzystwie wesołej ekipy, miodu pitnego i ciepłego dymu z wędzarni:) Pobudka o 6:00 (!) ciężko było się podnieść z ciepłego posłania, zwłaszcza, że Kota spała sobie smacznie między nami taka cała mięciutka, cieplutka i mrucząca. No ale skoro na wędzenie czekały już przygotowane szynki i schaby to marudzeniu daliśmy zakaz i na 7:00 byliśmy już gotowi. Przed nami kilka godzin wędzenia więc rozsiedliśmy się na zewnątrz. My otulone w koce po same uszy z kubkami pełnymi gorącego miodu pitnego (tak, żeby się rozgrzać od środka;)) a panowie pilnujący temperatury, dokładający drewna i sprawdzający co się dzieje w środku. Do domu wróciliśmy zmęczeni i zmarznięci, cali przesiąknięci zapachem dymu ale za to z pysznym zapasem mięsiwa. Nie ma to jak domowe wyroby!:))
       Wraz z tym weekendem dotarło do mnie, że tuż za rogiem czai się już koniec roku. Nie wiem jak jest u Was, ale mi jeszcze żaden rok nie zleciał w tak ekspresowym tempie. Styczeń, luty, marzec ...,  nawet nie wiem kiedy ten czas upłyną, pozostawiając za sobą nieodparte wrażenie, że nie wykorzystałam go w pełni. Zdecydowanie dni mają za mało godzin a tygodnie za mało dni. W głowie mam tyle planów i pomysłów a jedyne czego mi brak to czas. Zwłaszcza teraz, kiedy szybko robi się ciemno. Gotowanie zaczyna się o świcie, żeby zdążyć do 14:00 na jako takie światło dzienne. Chyba muszę się uśmiechnąć do Mikołaja o fundusze na domowe studio, bo bez tego ani rusz;)
    Zanim jednak zaczniemy przygotowania do świątecznego menu, pieczenia pierników i szykowania zakwasu na barszcz, zapraszam Was na bardzo szybki i jeszcze smaczniejszy makaron.
Przepis podpatrzony kątem oka w telewizji:) Szybko nabazgrany gdzieś w zeszycie i równie szybko sprawdzony na własnym, i nie tylko, podniebieniu. Wynik? PYCHA! Lekki, świeży a zarazem sycący. Zróbcie koniecznie!
Ps. Robiąc sos z samych cytryn możecie zamienić kurczaka na łososia natkę na kolendrę:)




Składniki:
na 2 porcje
  • 120 g fileta z kury
  • makron spaghetti
  • 1/4 szklanki soku z cytryny
  • sok z 1/2 pomarańczy
  • 3-4 łyżki tartego parmezanu
  • 2 łyżki posiekanej natki pietruszki
  • oliwa z oliwek
  • sól i pieprz
Przygotowanie:
  1. Do wrzącej, solonej wody wrzućcie makaron. W czasie jego gotowania pokrójcie mięso na kawałki wielkości jednego kęsa i doprawcie je solą i pieprzem po czym usmażcie na oliwie.
  2. W dużej misce wymieszajcie ze sobą sok z cytryny i pomarańczy a następnie wkręćcie oliwę. Powinno być jej tyle, żeby sos nieco zgęstniał ale smak cytryny był wyraźnie wyczuwalny. Dodajcie parmezan i posiekaną natkę i wymieszajcie całość.
  3. Ugotowany al dente makaron odlejcie z wody i przełóżcie do sosu, dodajcie kurczaka i szybko wymieszajcie. Podawajcie od razu posypane parmezanem natką i odrobiną skórki z pomarańczy. Smacznego! 

czwartek, 7 listopada 2013

Wołowina po chińsku i smażony ryż z jajkiem.

     Takie expresowe dania uwielbiam najbardziej! Kocham spędzać czas w kuchni ale kiedy wracam z pracy późnym wieczorem to nie mam już czasu na długie gotowanie. Chcę szybko coś przyrządzić, powędrować z talerzem do salonu, rozsiąść się na kanapie włączyć "Grę o tron" i delektować się smakiem w towarzystwie M. i przy akompaniamencie Kociego mruczanda. Mój wieczór idealny;) 
     Ps. Dzwoniła Beti - zwana również mamą - z wieściami, że w końcu mnie odwiedzi! Już się nie mogę doczekać wspólnych wieczorów z pędzlami, farbami, płótnem oraz skrzynkami. Będzie bosko!:) A Wam Moi Drodzy, życzę udanego i smacznego dnia:*




Składniki:
na 2 porcje
  • 100 g ryżu basmati albo innego, który się nie klei po ugotowaniu
  • 200 g wołowiny (ja wybrałam rostbef)
  • 1 jajko
  • 1 szklanka zielonej fasolki szparagowej
  • dwie cienkie cebulki dymki (tylko ich biała i jasno zielona część)
  • ok 1/2 łyżeczki posiekanej drobno papryczki chilli
Marynata do mięsa:
  • 1 łyżka jasnego sosu sojowego
  • 1 łyżka sosu ostrygowego
  • 1/2 łyżeczki sosu rybnego
  • łyżeczka oleju sezamowego
  • 1 łyżeczka octu ryżowego
  • spory ząbek czosnku
  • 1/2 łyżeczki mielonego lub świeżego imbiru
  • 1 łyżeczka miodu
  • 1 łyżeczka przyprawy "5 smaków"

    dodatkowo do smażenia mięsa będziecie potrzebować 1/2 łyżeczki skrobi ziemniaczanej wymieszanej z 1/4 szklanki zimnej wody
Przygotowanie:
  1. Ugotujcie ryż w osolonej wodzie pilnując, żeby się nie rozgotował (ma być sypki:) i odstawcie do całkowitego ostygnięcia.*
  2. Wymieszajcie ze sobą wszystkie składniki marynaty i spróbujcie czy nie trzeba dodać któregoś ze składników (pamiętajcie, żeby uzyskać harmonię między smakiem kwaśnym, słonym i słodkim oraz, że produkty różnych marek mogą się różnić nieco smakiem, dlatego próbowanie jest ważne!:)). Mięso pokrójcie w cienkie plasterki i zamarynujcie (przez co najmniej 40 minut a jeśli macie czas to nawet całą noc, wtedy mięso będzie delikatne i kruche).
  3. Fasolkę pokrójcie na mniejsze kawałki a dymkę pokrójcie pod skosem na cienkie plasterki. Jeśli używacie mrożonej to wyjmijcie ją z zamrażarki na 30 minut przed smażeniem.
  4. Jeśli macie już wszystko przygotowane to zaczynamy zabawę!:)
    - Na rozgrzanej oliwie przesmażcie ryż przez dwie minuty - następnie wbijcie do niego jajko i szybko całość wymieszajcie. Doprawcie solą i na koniec dodajcie posiekaną dymkę i przełóżcie ryż do innego naczynia.
    - Dobrze rozgrzejcie wok. Wlejcie dwie łyżki oliwy i wrzućcie mięso pozostawiając obok marynatę. Smażcie mieszając przez minutę po czym dodajcie fasolkę i chilli i smażcie kolejną minutę. Do marynaty wlejcie wodę ze skrobią i przelejcie do woka. Wyłączcie gaz i szybko wymieszajcie całość. Jeśli sos wyszedł zbyt gęsty dodajcie nieco wody.
    Szybko prawda?:)
*  Bardzo ważne jest aby użyć do smażenia zimnego ryżu. Jeśli wrzucicie na patelnię świeżo ugotowany, jeszcze ciepły ryż to zrobi się z niego pacia.



wtorek, 5 listopada 2013

Naleśniki z lime curd pod sosem truskawkowym-PYCHA!

Idealne na śniadanie! I tyle w tym temacie na dziś;)





Składniki ciasta:
  • 2 szklanki mąki
  • 1 duże jajko
  • 2 łyżki cukru pudru
  • łyżeczka pasty waniliowej lub cukru waniliowego
  • 1,5 szklanki mleka
  • ok 2 szklanek wody gazowanej
  • 2-3 łyżki roztopionego masła
  • szczypta soli
Składniki kremu:
Składniki sosu:
  • 250 g mrożonych truskawek
  • dwie łyżki miodu
  • 1/4 szklanki wody
Przygotowanie:
  1. Wymieszajcie w miseczce mascarpone z lime curd i wstawcie do lodówki aby krem stężał.
  2. W tym czasie przygotujcie sos: na mały gaz wstawcie nieduży garnuszek, włóżcie do niego truskawki i dodajcie wodę. Podgrzewajcie tak długo aż truskawki się rozpadną a płyn zredukuje (powinno się pojawić bardzo dużo maleńkich bąbelków). Przetrzyjcie całość przez sito i jeśli sos jest zbyt rzadki wstawcie na gaz i odparujcie nadmiar płynu. Na koniec dodajcie miód. Najlepiej po łyżce. Sami zdecydujcie jak słodki lub kwaskowy ma być:)
  3. Ciasto naleśnikowe: połączcie ze sobą wszystkie składniki (masło dodając już po wymieszaniu reszty) i dokładnie wymieszajcie aby nie było grudek. Wodę gazowaną dodawajcie stopniowo. Powinniście uzyskać niezbyt gęste ciasto aby naleśniki były dość cienkie.
  4. Smażcie na oliwie lub roztopionym maśle. 
  5. Mi z tego ciasta wyszło ok 20 naleśników o średnicy ok 20 cm.
  6. Każdy naleśnik posmarujcie kremem niezbyt grubą warstwą i złóżcie na kształt rożków. 
  7. Podawajcie polane gorącym bądź zimnym sosem:)


poniedziałek, 28 października 2013

Duszona sarnina z korzenną nutą:)

     No i jest! Udziec z sarniny, który dostałam od znajomych doczekał się podania na stół. Długo rozmyślałam co z nim zrobić. Chciałam upiec ale mój obecny piekarnik jest zbyt mały, a poza pieczeniem nic mi wtedy nie przychodziło do głowy. W końcu zluzowałam mięso z kości (co łatwym zadaniem nie było) i postanowiłam udusić. Jak wyszło? Naprawdę fajnie, dlatego też swoje pierwsze podejście do dziczyzny uważam za bardzo udane:)







Składniki:
na 4 porcje
  • 600 g sarniny (z udźca)
  • 2 małe marchewki
  • 1 mała pietruszka (korzeń)
  • łodyga selera naciowego lub kawałek bulwy
  • 2 szalotki
  • duży ząbek czosnku
  • 3 ziarna jałowca
  • szczypta cynamonu mielonego
  • 2 goździki
  • 2 łyżki koncentratu pomidorowego
  • 1/2 łyżeczki suszonego tymianku
  • mała gałązka świeżego rozmarynu
  • 1/2 szklanki czerwonego wytrawnego wina
  • ok 2 szklanek wody
  • 2 łyżki mąki
  • dwa listki laurowe
  • 3 łyżki oliwy do smażenia
  • sól, pieprz do smaku
Przygotowanie:
  1. Marchew, pietruszkę i selera obierzcie i pokrójcie w kawałki mniej więcej jednakowej wielkości a szalotki w nieco mniejszą kostkę.
  2. Mięso wyjmijcie z lodówki na 30 minut przed smażeniem, umyjcie, osuszcie i pokrójcie w spore kawałki.
  3. Na rozgrzanej oliwie zeszklijcie szalotki i dodajcie pokrojone warzywa. Smażcie przez 2 minuty po czym wyjmijcie z garnka. Na tym samym tłuszczu zrumieńcie mięso z każdej strony - najlepiej partiami, żeby się smażyło a nie gotowało.
  4. Włóżcie do garnka o grubym dnie wszystkie zrumienione kawałki mięsa i przesmażone warzywa. Oprószcie całość dwoma łyżkami maki, zalejcie winem i wymieszajcie.
  5. Zmniejszcie gaz i mieszajcie aż alkohol odparuje. 
  6. Wlejcie tyle wody aby przykryła mięso. Dodajcie koncentrat i pozostałe przyprawy - poza rozmarynem (on wyląduje w garnku pod koniec duszenia) - wymieszajcie całość, przykryjcie pokrywką i niech się dusi na malutkim ogniu.
  7. Na ostatnie 15 minut duszenia, jak mięso będzie już wystarczająco miękkie, dodajcie rozmaryn. Doprawcie do smaku solą i pieprzem.
 Na moim talerzu pojawiła się w towarzystwie kapusty pekińskiej z groszkiem i mięta na ciepło ale świetna będzie modra kapusta i kopytka:)





wtorek, 22 października 2013

Lime curd :)

    Mam sporo limonek i cały czas się zastanawiam co z nimi zrobić. Powstał już krem limonkowy, który prezentuję Wam dzisiaj. Myślę również nad tartą, tajską zupą i kiszonymi limonkami. Kisiliście kiedyś limonki? Warto? A może jednak zielone curry? No dobrze dobrze, jak tak dumam to pomysłów wciąż więcej i więcej:) Powinno być dobrze. Nie będę się dzisiaj rozpisywała bo jakaś niemoc mnie ogarnęła i spać mi się chcę okrutnie. W sumie to ostatnio ciągle mi się spać chce. Winę zwalam na lato, które bez ostrzeżenia odeszło w siną dal i wróci jak mu się zechce, ale liczę, że nie później niż w przyszłym roku. Brak słońca źle wpływa na mój wewnętrzny spokój. Źle! Idę po kawę a Wy róbcie krem i czarujcie pyszne desery:)





Składniki:
  • 1/2 szklanki cukru
  • 2 duże jajka
  • skórka i sok z 3 limonek - ponad 1/4 szklanki soku (pamiętajcie żeby owoce mocno rozmasować na blacie przed wyciskaniem, uzyskacie wtedy więcej soku)
  • 4 łyżki masła
Przygotowanie:
  1. Do rondla włóżcie cukier, jajka oraz skórkę i sok z limonek. Wstawcie na malutki gaz i podgrzewajcie, cały czas mieszając (najlepiej trzepaczką) aż całość zgęstnieje. 
  2. Zdejmijcie z gazu i przetrzyjcie krem przez sito do szklanej miski. Na koniec wmieszajcie do jeszcze ciepłego kremu masło. Łyżka po łyżce. 
  3. Przykryjcie folią spożywczą tak, aby folia szczelnie przylegała do powierzchni kremu. Zapobiegnie to powstaniu "korzócha". Pozostawcie do całkowitego ostygnięcia. 
  4. Trzymajcie w lodówce przez ok tydzień w zakręcanym słoiczku.


środa, 16 października 2013

Warsztaty z Perfetto:)

     Choć od warsztatów minęło już trochę czasu to nadal przepełniają mnie emocje z nimi związane:) Było naprawdę fantastycznie! Niezbyt duża grupa, więc mogłam porozmawiać ze wszystkimi. Na początku jak to zazwyczaj bywa, nikt się nie zna, nikt nic nie mówi. Ale bardzo szybko złapaliśmy wspólny temat (wiadomo: makaron!) a atmosfera się dodatkowo rozluźniła po kieliszku Proseco;), którym na przywitał nas Paweł Paszek-Pietruch z Perfetto (prowadzący owe warsztaty). Następnie Każdy z nas stanąwszy już przy swoim stanowisku pracy, otrzymał w prezencie fartuch, który obowiązkowo musiał założyć chcąc wrócić do domu w czystym ubraniu;)
    Paweł jest bardzo sympatycznym i otwartym człowiekiem z dużym poczuciem humoru, dzięki czemu było jak na spotkaniu towarzyskim a nie jakimś szkoleniu. Opowiadał nam o mąkach, semolinach i wszystkim co z domową produkcją makaronu związane, wplatając w to zabawne anegdotki.  Noże, deski, wagi, miski, łyżki, czyli meldujemy gotowość do pracy. W kieliszku bąbelki a nad głowami Norah Jones i Sunrise (ta piosenka chodzi za mną cały czas). Mąka w misce, jajka, sól, oliwa i przed nami wyzwanie, którego nie byłam świadoma. Ręczne zagniatanie ciasta na makaron to bardzo ciężka praca! Zakwasy miałam przez kilka dni! Ale radość ogromna z przygotowania/zagniecenia własnej jasnożółtej kuli. W czasie gdy nasze ciasto "odpoczywało" Paweł uraczył nas pysznymi przekąskami. Bruschetta z wyśmienitym pasztetem z wątróbek, pastą z suszonych pomidorów i tradycyjną salsą pomidorową. Naprawdę chciałam strzelić Wam kilka fotek ale to było tak dobre, że znikało zanim pomyślałam o wyjęciu aparatu;)

NaTkA w akcji obierania pomidorów do salsy;)



    Ale przecież nie jeść tam poszliśmy tylko wałkować i kroć, gotować i się zachwycać domowym gładkim makaronem włoskim:) Wałkowanie na szczęście odbyło się przy pomocy fachowego sprzętu a nie drewnianego wałka (i tu wielkie ukłony dla babci Reni, która robiła makaron w ilościach masowych i wszystko wałkowała i kroiła sama). 

A tu Paweł we własnej osobie i instruktarz wałkowania ciasta:)




    Ochotnicy (a właściwie dwie ochotniczki) zdecydowały się na wałkowanie w maszynce ręcznej i muszę przyznać, że bardzo sprawnie im szło. Ja poszłam na łatwiznę i wysłużyłam się maszyną, która robi wszystko sama gdyż ręcznej maszynki używam w domu;) Nie obyło się bez atrakcji...mieliśmy dosyć zimno w pomieszczeniu i nasze ciasta twardniały co powodowało, że rwały się podczas wałkowania. Dziewczyny wpadły na pomysł, żeby ogrzewać swoje ciastowe kule pd fartuchami;) Podziałało! hehehe
    Poza podstawowym przepisem na makaron, Paweł zdradził nam swoją recepturę na makaron buraczkowy (prezentowałam na blogu własny przepis i muszę przyznać, że Pawła wyszedł lepszy), pomidorowy, szafranowy (nie zdążyliśmy niestety spróbować) i czarny (z atramentem z kalmarów).


Wszyscy ze skupieniem słuchaliśmy jak Paweł wykładał ile i jakich jajek do mąki, żeby wyszło ciasto idealne:)


Jedna z uczestniczek w trakcie zagniatania ciasta z przecierem pomidorowym


Złocisto-czerwony szafran do kolejnego ciasta


     Bardzo proste nadzienie do tortelli, którego użyliśmy również do pomidorowych ravioli oraz przekazał nam przepis na sos do makaronu, który gotowaliśmy i degustowaliśmy na zakończenie spotkania, jak również na pate z wątróbek - OBŁĘDNE! Oba przepisy przedstawię Wam tutaj. Są naprawdę świetne i warto je mieć w swoich kulinarnych zbiorach:)


A tutaj przedstawiam Wam przepis autorstwa Pawła na nasze danie główne jakie wspólnie przygotowaliśmy (i zjedliśmy przy jednym stole) z wyprodukowanym przez nas makaronem:)

Składniki na makaron*:
  • 200 g mąki typu "00"
  • 2 jajka wielkości "M"
  • szczypta soli
  • łyżeczka oliwy
* ilość jajek na ilość mąki - na każde 100 g maki jedno jajko. Rzecz ma się nieco inaczej w przypadku makaronów z dodatkiem mokrych składników jak np. buraka, szpinaku czy przecieru pomidorowego - tutaj np. w przypadku 200 g mąki będzie przypadało jedno całe jajko i jedno żółtko.

Przygotowanie:
  1. Połączcie wszystkie składniki w misce i zaczynajcie zagniatać. Zagniatajcie aż składniki połączą się w kulę po czym przełóżcie ciasto na stolnicę/blat kuchenny i zagniatajcie przez kilkanaście minut aż powstanie gładka i elastyczna kula ciasta. 
  2. Na początku ciasto będzie się wydawało za suche ale tak ma być (ja o tym do tej pory nie wiedziałam i dolewałam sobie wody), w końcu wszystko ładnie się ze sobą połączy. Oczywiście wiele zależy od wielkości jajek czy wilgotności mąki więc jeśli po ok 10 minutach ciasto cały czas się "sypie" możecie zwilżyć dłoń woda i zagniatać dalej. Ale nie dolewajcie wody do ciasta! 
  3. Jak się uda a ręce będą Wam już odpadać z wysiłku owińcie ciasto folią spożywczą i odłóżcie na bok na ok 20 minut. Po tym czasie możecie śmiało zabrać się za wałkowanie. Stopniowo zaczynając od poziomu 1 (piszę o ręcznej maszynce do makaronu) do poziomu 9. Na każdym poziomie po dwa razy. 
  4. Dodatkowo po wałkowaniu na poziomie 1 i 2 złóżcie ciasto na pół i wróćcie do jedynki na 2 wałkowania a potem już bez składania do 9. Rozwałkowane ciasto podsypcie mąką i złóżcie na kilka części po czym pokrójcie na - odpowiedniej dla siebie szerokości - paski. Podsypcie je mąką i rozłóżcie luźno aby się nie posklejały.
  5. Gotujcie w osolonej wodzie przez 2-3 minuty. Świeży makaron gotuje się błyskawicznie:)
Składniki sosu:
na dwie porcje
  • 200 g miecznika
  • 1/2 zwykłej cebuli
  • 2 ząbki czosnku
  • kilka sztuk czarnych oliwek
  • 1-2 łyżeczki tartej skórki z pomarańczy i cytryny
  • 50 ml soku z pomarańczy
  • 50 ml białego wina
  • 50 g kopru włoskiego
  • puszka bardzo dobrej jakości pomidorów bez skóry (400 g)
  • 1 średni bakłażan 
  • papryczka chilli w ilości wedle uznania:)
  • 1 łyżeczka drobno posiekanego rozmarynu
  • 2-3 łyżki oliwy
  • sól i pieprz do smaku
  • natka pietruszki do posypania gotowego dania
Przygotowanie:
  1. Na oliwie podsmażcie drobno posiekaną cebulę i dołóżcie miecznika pokrojonego w plastry. Smażcie go przez 2 minuty z każdej strony.
  2. Dodajcie skórki z cytryny i pomarańczy, posiekany czosnek, pokrojonego w kostkę (mniej więcej 1x1 cm) bakłażana, koper włoski w cienkich półplasterkach, rozmaryn oraz oliwki. Smażcie przez 3 minuty i zalejcie winem.
  3. Jak alkohol odparuje dodajcie, chilli sok z pomarańczy i pomidory. Duście całość przez 15 minut na wolnym ogniu. Na koniec doprawcie solą i pieprzem. 
Podanie: do gotowego, gorącego sosu dodajcie ugotowany al dente makaron. Wymieszajcie całość i nakładajcie na talerze. Posypcie natką pietruszki, skórką z cytryny i czarnym pieprzem. Smacznego!:)

Raz jeszcze dziękuję za możliwość wzięcia udziału w tym spotkaniu, za wspólne gotowanie, jedzenie i świetną atmosferę. No i za otrzymany dyplom! ;) Na pewno nie były to moje ostatnie warsztaty z Pawłem i Pracownią Pasty Perfetto.






A tu mała ciekawostka. Mnie ten pomysł bardzo się podoba. Ma ktoś grabie na zbyciu?:)