środa, 24 lutego 2016

Kasza jaglana z kurczakiem, avocado i suszonymi pomidorami.

       Czołem Łasuchy! Żyję, mam się znośnie;) Styczeń minął mi pod znakiem dziwnych zdarzeń, skomplikowanych relacji i paskudnej infekcji płuc, z której jakoś do dzisiaj nie mogę się w pełni wygrzebać. Na kilka tygodni węch i smak opuściły mój organizm, w związku z czym gotowanie nie było możliwe. Totalny spadek formy na każdej płaszczyźnie. Do tego bezsenność! Niejednokrotnie się zastanawiałam jak można na nią cierpieć. Przecież organizm sam się domaga odpoczynku i regeneracji. A sen jest na to najlepszym lekarstwem... O jakież było moje zdziwienie kiedy nie przespałam najpierw jednej nocy, potem kolejnej i następnej... i tak przez ponad 4 tygodnie! Spałam po 1,5 do max 3 h na dobę. Moje zmęczenie, rozdrażnienie, rozpacz i niemoc rosły z każdą kolejną nocą spędzoną na gapieniu się w sufit. Skupienie w pracy wołało o pomstę do nieba a do płaczu doprowadzało mnie niemal wszystko. Więc sami widzicie, jedna wielka porażka. Ale się ogarniam. Małymi kroczkami ale do przodu.
      W grudniu uknułam z mężem Gaduły niecny plan. Znalazłam tanie bilety lotnicze na termin wypadający w jej urodziny (ur. w lutym), skontaktowałam się z Mapetem (mężem) czy mogę ich odwiedzić i kliknęłam zapłać:) A wszystko w tajemnicy przed Gadułką:) Naprawdę ciężko było się nie wygadać przez ponad miesiąc, tym bardziej, że dzwonimy do siebie niemalże codziennie. Mapet wpadł na jeszcze jeden genialny pomysł i skontaktował się z siostrą Gaduły, żeby również przyleciała. Plan został przyjęty i zaakceptowany więc knuliśmy już do końca na trzy telefony. Lot miałam w sobotę o 6:45 a w piątek do 1:00 rozmawiałam z niczego nie świadomą G., mówiła, że bardzo by się chciała do mnie przytulić, a mnie aż skręcało, żeby palnąć, że przecież już za kilka godzin będzie mogła;) do 2:00 się pakowałam a budzik miałam ustawiony na 3:30... nie było sensu spać. W samolocie też nie zmrużyłam oka. Mapet odebrał mnie z lotniska z dwugodzinnym opóźnieniem i oznajmił, że zanim mnie zawiezie w objęcia swojej żony to musimy odebrać jej urodzinowy prezent. Kolejne dwie godziny. Wylądowałam na brytyjskiej ziemi o 9:00 a pod drzwi mieszkania Mapetów (po drodze jeszcze szybki zakup kwiatów i wina) dotarłam o 14:00 dopiero. Pierwszy wszedł Mapet i rzucił tekst "nie uwierzysz kogo spotkałem na zakupach" a z nim ja z kwiatami i winem w łapach oraz tekstem na pysku "no to się przytulaj!". Na kanapie siedziała, pod kocykiem. Zatkało ją najpierw, patrzyła wielkimi oczami z otwartą buzią aż w końcu wyskoczyła z łóżka i padła w me objęcia. Radość nastała ogromna! Zastygłyśmy w tym ciepłym uścisku na długą chwilę. Tak dobrze było mieć ją przy sobie, móc spojrzeć w wielkie zaskoczone i błyszczące łezką oczy, odwzajemnić uśmiech od ucha do ucha i po prostu z nią być, w tej samej strefie czasowej, w tej samej chwili, w jednym pomieszczeniu. Z Nią...
Ps. Pobiłam też wtedy rekord w bezsenności - 43h! Ledwo stałam na nogach ale emocje nie pozwoliły mi zasnąć...
      W niedzielę wieczorem Mapet napisał "podjeżdżamy pod dom" i zaczęła się akcja;) Kamerka w telefonie włączona, Mapet bierze Gadułę na zewnątrz pokazując jej prezent, zgrabny czarny Mercedesik, Gaduła wsiada, piszczy z radości, banan na dziobie a tu nagle... tyca ją ktoś siedzący z tyłu...Wyskoczyła jak poparzona i wpadły sobie w ramiona... Siostry:)
Łapy mnie swędzą, żeby wam ten filmik pokazać ale G. chyba by mi łeb urwała za jego upublicznienie;) Więc musicie uwierzyć na słowo, że niespodziankę uknuliśmy idealną! Radość była potężna a na zakończenie zdradziliśmy, że ma załatwiony wolny poniedziałek i wycieczkę do Londynu:) Wszystko się udało tylko czas zbyt szybko umknął, nie nagadałyśmy się wystarczająco (choć to w sumie niemożliwe jest), ale miałyśmy siebie dla siebie, przez 5 dni, wiele godzin na plotkach i gotowaniu. Porannej kawie, przy śniadaniu, obiedzie, kolacji, winie i na dobranoc. Jej mina...bezcenna <3
       A teraz z innej beczki.... przepis tu na dole jest do wykorzystania;) Zdrowy, pyszny i smaczny bardzo.


Składniki:
  • 1 torebka (100 g) kaszy
  • 150 g fileta z kury
  • 1/2 średniego avocado
  • 6 suszonych pomidorów
  • łyżka posiekanej natki pietruszki
Dresing:
  • sok z 1 limonki lub z 1/2 cytryny
  • 3 łyżki oliwy z oliwek
  • płaska łyżeczka suszonego oregano
  • sól, pieprz
Przygotowanie:
  1. Kaszę ugotuj według wskazówek na opakowaniu (pilnuj tylko, żeby jej nie rozgotować).
  2. Mięso pokrój w kostkę, dopraw solą i pieprzem po czym usmaż na oliwie.
  3. Pomidory i avocado pokrój w kostkę i wymieszaj składniki dresingu.
  4. Dodaj wszystkie składniki do kaszy i dokładnie wymieszaj. Wcinaj na ciepło lub na zimno! :)

1 komentarz:

  1. Wyglada wyśmienicie, napewno zrobie:)

    OdpowiedzUsuń